O mojej rutynie – dlaczego uważam, że jest taka ważna?


Miarą sukcesu jest powtarzalność, żaden talent czy szczęście nie zastąpi wytrwałości i stałości w działaniu. Tej zasady trzymam się w codziennym życiu. 

Nie porywam się za milion nowych zainteresowań, jeśli wdrażam coś nowego, to jest to tylko jedna nowa rzecz. Proces zmiany trwa u mnie długo, osobiście nie wierzę w to, że jednego dnia można zmienić całe swoje życie. 

Mózg musi się zaadaptować do nowej sytuacji, tak żeby w sytuacji stresowej nie wrócić do starych przyzwyczajeń. W sytuacji mocno kryzysowej oczywiście, można wrócić do starych wzorców ale zazwyczaj  to tylko chwilowa reakcja, następnego dnia powinien nastąpić powrót do codziennej rutyny.

Dla mnie rutyna jest bardzo ważna, daje mi poczucie bezpieczeństwa, dzięki niej staję się lepszą wersją siebie każdego dnia.

Jestem osobą, która szybko się nudzi i potrzebuje dużo bodźców. Kiedy siedzę cały weekend w domu – czuję się nieszczęśliwa i mam wrażenie, że nic nie zrobiłam. Mimo iż np. poświęciłam ten czas na porządki i robienie albumu. Kompletnie inaczej bym się czuła, gdybym wyszła z domu na spacer i spotkała się z koleżanką.

Moim największym problemem była moja praca, a dokładniej to, że trzeba przez osiem godzin w niej siedzieć w jednym miejscu :). Mogłam oczywiście zmienić pracę, lecieć do Californii i sprzedawać japonki lub robić cokolwiek innego, ale za cel postanowiłam sobie zmienić wszystko dookoła pracy, niekoniecznie przewracając całe moje życie do góry nogami :).

Myślałam sobie, skoro mam świadomość, że moja praca jest siedząca to warto żeby czynności, które robię przed lub po pracy były związane z ruchem, dzięki czemu nie będę czuła frustracji w związku z tym, że siedzę osiem godzin przed komputerem :). 

W moim przypadku było to wdrożenie porannej praktyki jogi i spaceru :). Nie zrobiłam tego za jednym zamachem, tylko stopniowo. 

Jak teraz wygląda u mnie poranna rutyna?

W tygodniu wstaję o godzinie 7:00, ćwiczę 25 minut jogę, szykuję się do pracy, idę 25 minut na dworzec, jadę pociągiem do pracy 20 minut. W pociągu albo uczę się angielskiego albo czytam książkę – tutaj daję sobie wybór :).

Jakby nie spojrzeć mam codziennie przed pracą 70 minut dla siebie :). To 70 minut przeznaczyłam na aktywność fizyczną i rozwój. 

Kroki, które wdrożyłam do wprowadzenia porannej rutyny:

  1. Znajdź czynność, którą chcesz wdrożyć do swojej codziennej rutyny.

Najpierw przesiadłam się z samochodu na pociąg. Wcale nie było tak różowo – jak to, to teraz czas, jaki zajmuje mi dotarcie do pracy to 50 minut zamiast 25? Co za strata czasu – myślałam sobie.

2. Znajdź pozytywne strony zmiany.

Pomogła mi w tym aplikacja licząca kroki, dała mi motywację do tego, aby więcej chodzić – cel 10 000 kroków dziennie stał się nagle osiągalny. Gdzie przy jeżdżeniu samochodem po mieście było to prawie niemożliwe – przy moim planie dnia. Nie muszę mówić, że po takim porannym spacerze moja wydajność w pracy zwiększyła się :).

3. Ulepszaj swoją codzienną rutynę. Kolejną zasadą jaką wprowadziłam było nie marnowanie czasu na instagramie w pociągu. Zamiast siedzieć i oglądać stories, zaczęłam czytać książki lub uczyć się słówek z angielskiego. To niby tylko 20 minut w jedną stronę ale jak policzyć jeszcze powrót – to daje nam 40 minut dziennie, x 5 dni to daje 200 minut tygodniowo które można przeznaczyć na naukę lub przyjemne spędzenie czasu przy czytaniu książki :).

4. Dokręć sobie śrubę :)!

Do całej układanki dodałam jeszcze jogę. To była walka – wstanie 25 minut wcześniej dla osoby, która nie jest rannym ptaszkiem to katorga :). Wiedziałam jednak, że wprowadzę tą zmianę tylko wtedy, kiedy będzie przewaga korzyści, jakie odniosę wcielając tą zasadę w życie i utożsamię większe cierpienie z brakiem zmiany.

Opcja 1. Szybciej wstanę = będę mniej wyspana – mogłam tak pomyśleć

Opcja 2. Szybciej wstanę = poćwiczę jogę, moje ciało będzie rozluźnione i gotowe do dalszej pracy. – wybrałam jednak opcję drugą :).

5. Wciąż pracuj nad lepszą wersją siebie i dbaj o nawyki, które już wykształciłeś 🙂 

Na początku moim największym problemem była praca siedząca.Byłam bardzo nieszczęśliwa z tego powodu. Z osoby super aktywnej do zwykłego kanapowca? Na szczęście udało mi się to zmienić i teraz to nie jest dla mnie problem. Wierzę w to, że wszystko jest w naszych rękach i to od nas zależy czy szklanka jest do połowy pełna czy pusta. 🙂

Nie ukrywam jestem dumna i szczęśliwa, z tego jak udało mi się przekuć negatyw w pozytyw i to naprawdę niedużym kosztem.

Rutyna tygodniowa

Oprócz codziennej porannej rutyny dbam też o pewne stałe, powtarzalne punkty w tygodniu takie jak:

  • zakupy jedzeniowe 2x tydzień
  • przygotowywanie posiłków 2-3 x tydzień
  • Vedic Art 1x tydzień
  • angielski 1x tydzień
  • aktywność fizyczna 2x tydzień
  • spacery – różnie 🙂
  • dbanie o siebie (nawilżanie, olejowanie, peeling, masaż, rollowanie)
  • odpoczynek (czytanie, oglądanie filmów)

To też są punkty mojego harmonogramu tygodniowego, które wdrażałam stopniowo – tzw. baby steps.