Jedzenie szpitalne – moja ocena

O szpitalnym jedzeniu krążą legendy, dookoła słyszy się, że jest niedobre, mało warzyw. Porównujemy się do zagranicznych kolegów, przy których, menu szpitalne wypada kiepsko. A jak jest naprawdę? Będąc na porodówce we wrocławskim szpitalu na Brochowie (styczeń 2020) robiłam zdjęcia posiłków jakie dostawałam. Czy faktycznie jest tak źle? Przekonajcie się sami.

 

 

Moja dieta na co dzień

Na co dzień odżywiam się w miarę zdrowo. 500 – 1000 g warzyw dziennie, nie smażę, jem chude mięso, ryby morskie, chleb żytni na zakwasie, kasze, ziemniaki i czekolada też się czasami pojawi. 😀 Lubię posiłki proste, nie udziwnione, nie dla mnie kuchnia fusion. Najszczęśliwsza jestem jak dostanę typowo polski obiad: gotowane ziemniaczki, gulasz i surówkę. No może trochę zmieniam proporcję bo surówka zajmuje ponad pół talerza. ;p

Nie lubię rzeczy ciężkostrawnych i tłustych.

Jak wyglądało jedzenie w szpitalu?

Moja dieta szpitalna była obfitsza energetycznie ze względu na to, że była ułożona dla matek karmiących piersią. Podczas karmienia wzrasta zapotrzebowanie o ok. 600 kcal.

Byłam po cesarskim cięciu i mój organizm zareagował tak, że po operacji nie chciał jedzenia za bardzo. Pierwszej doby po zabiegu przysługują suchary i delikatny kleik ryżowy. Dla mnie super. Ale dookoła słyszałam od dziewczyn, że były głodne i mężowie donosili im jedzenie. Cięcie cesarskie jest poważną operacją i warto spokojnie zaczynać z jedzeniem. Zalecana jest dieta lekkostrawna i taką też otrzymałam. Mój organizm potrzebował się zregenerować. więc te ilości były dla mnie nie do przejedzenia.

Śniadania

Na śniadanie zazwyczaj była zupa mleczna, chleb jasny typu weka, z dodatkami takimi jak: masło, szynka, dżem, jajko, twarożek, papryka, pomidor, ogórek, banan, jabłko – w zależności od dnia.

Obiady

Na obiad była lekka warzywna zupa – z ziemniakami lub ryżem. Np. jak ja byłam jadłam zupę szpinakową i pomidorową.

Na drugie danie były gotowane ziemniaczki lub kasza, gotowany drób i warzywa

Kolacje

Również podawana była weka z dodatkami: serkiem wiejskim, twarożkiem i zazwyczaj był obok owoc

Moja ocena 

Odpowiadało mi to, że dieta jest lekkostrawna, zupa warzywna na łagodnym wywarze, mięso chude gotowane. Tak jak na co dzień jem chleb pełnoziarnisty i nie jem zup mlecznych, tak po porodzie z przyjemnością jadłam taką zupkę, która była delikatna dla mojego żołądka i wekę z masłem – aż mi się uszy trzęsły :D. Szynka faktycznie była dla mnie niezjadliwa. Warzyw na pewno nie było 500 g na dzień, ale z owocami myślę, że już tak. Nie jest to jedzenie wykwintne, ale nie takie też ma być. Obiady przypominają te w barach mlecznych z tym, że są na pewno mniej tłuste. Przez to, że jest to dieta lekkostrawna jest uboga w błonnik więc może mniej sycić, pomimo tego, że jest wysokoenergetyczna.

Dodałabym na pewno więcej warzyw i zmieniłabym szynkę na trochę wyższej jakości. Jedzenie jest niedoprawione – mi to osobiście nie przeszkadzało, ale pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą, że jest ono bez smaku.

Naprawdę myślałam, że będzie gorzej. Zważając na to, że na kobietę w połogu przeznaczone są środki w kwocie ok.18 zł/dzień/osobę, a wartość energetyczną muszą zapewnić ok. 2600 kcal/dzień naprawdę jest w porządku.

Kolejnym plusem jest to, że na stronie szpitala, a także koło kuchni jest wywieszane tygodniowe menu wraz z kalorycznością i alergenami. Co prawda zgłaszałam swoje uczulenie na jajko i Panie powiedziały, że zawsze biorą to pod uwagę, ale i tak niczym mi go nie zastępowali i je dostawałam jak gdyby nigdy nic. 😀

Podsumowując: za tak niską kwotę jaka jest przeznaczana na pacjenta – nie jest źle. Do naszych sąsiadów jeszcze trochę nam brakuje ale od czegoś trzeba zacząć.