Foodbook – czyli co jem w ciągu dnia

Mam kilka zasad, którymi staram się kierować przy planowaniu swojego jadłospisu.

  1. Staram się żeby w ciągu dnia zjeść minimum 500 g warzyw. – zazwyczaj śniadanie i obiad dają mi właśnie te 500 g 🙂
  2. Monitoruję ilość wypijanych płynów nie może to być mniej niż 2-3 l/ dzień
  3. Nie jem słodkich śniadań – nie sycą mnie. Zaraz po słodkim śniadaniu najchętniej zjadłabym coś konkretnego – jestem zdecydowanie #TeamKonkret
  4. Lubię jeść ciepłe posiłki. Obiad zawsze jest ciepły, a na kolację często wybieram zupy!
  5. W związku z tym, że 90% moich posiłków przygotowuję sama. Dbam o to żeby były to jak najprostsze dania. Zauważyłam, że z wiekiem coraz mniej chce mi się stać w kuchni :).

Śniadanie to mój ulubiony posiłek <3 W weekend jem około godziny 12:00, a w tygodniu o 9:00. W weekend jest większa celebracja są grzanki, w tygodniu wybieram kanapki.

Grzanki, góra warzyw, pasta z białej fasoli i suszonych pomidorów. Na zdjęciu nie ma jeszcze mojej ulubionej sałaty masłowej 🙂

Kanapki/grzanki często jem z domowej roboty hummusem lub pastą. Pastę do kanapek robię na parę dni i wkładam do pudełeczek, które biorę do pracy i na świeżo smaruję na chlebie. Chleb uwielbiam żytni. Może kiedyś pokuszę się o domowy wypiek chleba – póki co jednak staram się wybierać z dobrym składem i dużą ilością błonnika :). Odkryłam, że źle się czuję po tłustych śniadaniach, jestem ociężała, mam ochotę na słodkie i nic mi się nie chce. Lubię jak śniadanie składa się ze złożonych węglowodanów, dużej ilości świeżych warzyw i zawiera trochę białka, ale też nie za dużo.

Przekąska. Zazwyczaj na przekąskę wybieram owoce, czasami zjem kilka orzechów. Tu akurat jest większy posiłek bo szłam na siłownię i chciałam mieć siłę na trening :).

Twaróg półtłusty, nektarynka i borówki amerykańskie

Obiad to mój drugi ulubiony posiłek, zaraz po śniadaniu :). Zazwyczaj połowę mojego talerza zajmują warzywa gotowane, 1/4 porcja to mięso bądź ryba, a resztę talerza zajmuje kasza lub ziemniaki. Tutaj akurat prezentuję mój dzień wolny, który rządzi się innymi prawami i na obiad była wielka micha (a właściwie dwie wielkie michy ;)) rosołu orientalnego z kiełkami fasoli mung, ostrą papryczką, włoszczyzną, kolendrą, mięsem gotowanym z kurczaka i makaronem z fasoli mung 🙂

Rosół orientalny. Gotowany ekologiczny kurczak, kiełki fasoli mung, włoszczyzna, ostra papryczka, kolendra i makaron z fasoli mung

Kolacja. Z kolacją zawsze mam problem, nie mam na nią nigdy pomysłu, nie mam ochoty za bardzo na kanapki, sałatka w ogóle nie wchodzi w grę bo wieczorem lubię zjeść coś ciepłego np. pyszną zupę krem z brokuła lub dahl z soczewicy, czasami zagryzę tofu lub kromką pumpernikla z masłem. Ostatnio jak nie mam za dużo czasu wybieram gotowe zupy Pan Pomidor – nie jest to wybór idealny ale mają całkiem niezły skład. Jak mam więcej czasu, gotuję zupę na kilka dni. Jak macie proste pomysły na kolację – dajcie znać w komentarzach. Szukam inspiracji.

Szczawiowa z ziemniakami.

Wieczorna przekąska. Czasami mam ochotę na małe co nieco. Ostatnio wybieram owocki, czasami suszone, zimą lubię zjeść pełnoziarniste CornFlakesy na gorącym mleku bez laktozy lub roślinnym. Czasami woła mnie czekolada <3 Chociaż ostatnio mam wrażenie, że słodycze mocno pogorszyły się jakościowo. Ilekroć coś kupię, zjem kawałek i stwierdzam, że to nie było to i mi nie smakuje :).

Borówki <3

Moje ostatnie wnioski: Nie lubię mieć za dużo białka w diecie. Kiedyś byłam mistrzynią makro. Każdy posiłek musiał mieć odpowiednią ilość białka. Dobijałam jak tylko mogłam – testowałam różne odżywki wegańskie (muszę uważać z nabiałem krowim. Mogę pozwolić sobie na niego od czasu do czasu ale nie codziennie bo zaczynam się drapać :)). i na siłę próbowałam komponować z nich potrawy. Z różnym skutkiem. Zważając, że białka w proszku są słodkie, musiałam na siłę wprowadzać słodkie posiłki w postaci koktajli lub owsianek, które kompletnie mi nie podchodziły. Teraz mniej się tym przejmuje, jem białka tyle ile potrzebuje mój organizm. Są dni, że jest go mniej, a są takie, że jest go więcej. Najważniejsze to słuchać swojego organizmu!